Przesiadka z samolotu z Sarasoty na samolot do Nowego Jorku przeszła bez problemów. Choc wymagalo to troche koncentracji gdzie odebrac bagaz i jak sie przemiescic. Ponieważ samoloty były różnych linii lotniczych i na różnych terminalach, musieliśmy odebrać bagaż. Stamtąd przeszliśmy długim korytarzem do stacji Air Train.
Air Train jest napowietrzna linia kolejki, która porusza sie na umieszczonych wysoko nad ziemia torach. Kolejka porusza sie wokol calego lotniska JFK, laczac wszystkie terminale. Przejazd w ramach lotniska jest bezpłatny. My musieliśmy przejechać tylko jeden przystanek.
Odprawa bagażu w terminalu 4 odbywała sie już po polsku przy wyraźnie oznakowanych stanowiskach LOT. Akurat nas obsługiwała Czeszka, która jednak świetnie sobie radziła po polsku.
Po nadaniu bagaży mieliśmy jeszcze sporo czasu. Poszliśmy więc coś zjeść. W końcu była to pora na obiad.
Chciałem połączyć sie ponownie z Internetem. Na terminalu 5 był bezplatny dostęp przez WiFi linii Jet Blue. Stamtad wyslalem relacje napisane w samolocie z Satasory oraz dodalem wpis zaraz po wyladowaniu. Niestety na terminalu 4 nie było już bezpłatnego dostępu do Internetu.
Odkryłem, ze jest dostępna płatna sieć WiFi. Kosztowała okolo 9 USD na miesiąc. Z informacji, która pojawiła się na moim iPodzie wynikało, ze sieć jest dostępna na terenie całych Stanow Zjednoczonych. Nie wiem co prawda w jakich miejscach. Oznacza to jednak, ze wcześniej czy pozniej usługa dostępu do WiFi (bezprzewodowego dostępu do Internetu) moze miec zasięg zbliżony do zasięgu telefonii komórkowej.
Zauwazylismy, ze Polacy masowo kupują perfumy w sklepie na lotnisku. Pakowane są one w specjalne zaplombowane torebki i dostępne do odbioru po przejściu kontroli. Jest to konieczne, ponieważ normalnie nie wolno przewozić w bagażu podrecznym takich dużych opakowań z plynami.
W drodze powrotnej podczas kontroli bagażu podrecznego, zarówno w Sarasocie jak i w Nowym Jorku, mój bagaż znowu budził watpliwosci. Tym razem chodziło o butelkę z… piaskiem. Będąc bowiem na Siesta Beach zabraliśmy ze sobą trochę piasku z plazy. Jest to najdrobniejszy na świecie piasek z plaży.
Wejście na pokład samolotu opoznilo się o ok. pol godziny. Później jeszcze musieliśmy czekać w kolejce 14 (!) samolotów, aby wystartować. W efekcie wylecielismy z Nowego Jorku około godzinę później niż było planowane.
Nowy Jork nocą z góry wyglądał cudownie. Ponieważ niebo było bezchmurne, mogliśmy zobaczyć światła całej metropolii. Potężne miasto.
Tym razem w samolocie było już trochę więcej jedzenia, a także mieliśmy bliżej nas telewizor. Niestety w te strone wszystkie filmy byly tylko w angielskiej wersji jezykowej.
Zgodnie z zaleceniami Wandy kupiliśmy tym razem zapas wody (już po ostatniej kontroli). Taki lot strasznie wysusza. Wcześniej nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Pragnienie czuliśmy dopiero na drugi dzień po wylądowaniu. A ja przez tydzień miałem problemy z gardłem. Tym razem więc woleliśmy sie zabezpieczyć.
Różnica czasu sprawi, ze w Warszawie będziemy musieli przesunąć zegarki o 6 godzin do przodu. To dopiero zmiana czasu: z 4 rano na 10 przed południem. Ciekawe jak tym razem się dostosujemy.