Jednym z najpiękniejszych wspomnień z Sarasoty są dla nas przeurocze kwiaty. Kiedy gościliśmy u Wandy był to listopad. Tym bardziej była to ogromna przyjemność poczuć się jak wiosną.
To co zobaczyliśmy w Spanish Point, to był normalnie raj. Mnóstwo uroczych kwiatów i… dekoracyjnych owoców. Z resztą zobaczcie sami. Zapraszam na foto wycieczkę.
W Pelican Cove też nie było było gorzej.
Wiele roślin znamy w Polsce jako doniczkowe. Tu rosną w ogrodzie. To robi wrażenie.
Były też owoce, tym razem również jadalne.
A poniżej największy owoc (przynajmniej tak wygląda), który rósł dosłownie pod naszym domem.
Jeśli więc chcesz wzdychać wzrokiem na każdym kroku, to zapraszamy do Sarasoty :)