Będąc w Sarasocie, w Pelican Cave, mieszkaliśmy przez cały tydzień w wielkim domu gościnnym. Nasz pokój był na pierwszym piętrze, z widokiem bezpośrednio na basen i zatokę.

Śniadania, najczęściej jadaliśmy na dole, w oszklonej altanie. Stamtąd bowiem było blisko do kuchni, która znajdowała się właśnie na parterze.

A po śniadaniu najczęściej szliśmy na basen, do którego było dosłownie kilkadziesiąt kroków.

Na piętrze było też wyjście na taras, na którym lubiliśmy usiąść, napić się kawy i cieszyć oko przepiękną wokoło bujną roślinnością.

Taki był mniej więcej nasz początek każdego dnia w Sarasocie. Ciekawe jak będzie spędzać ten czas Lucyna…