Miesięczne archiwum: Październik 2008

Jestesmy w Nowym Jorku

Szczęśliwie wyladowalismy na amerykanskiej ziemi. Jesteśmy zmęczeni. W koncu w Polsce jest już po godz. 22. A tu swieci słońce i jest po godz. 17.

Musimy teraz przejść kontrole. Stoimy właśnie w dlugiej kolejce. Jeszcze odbierzemy bagaże. Później pójdziemy coś zjeść, bo w samolocie jedzenie było dość skromne.

Na koniec tego dlugiego dnia pojedziemy taksówką do hotelu Clarion na Jamaica Ave.

LOT samolotem Poznan

Wchodząc na pokład samolotu zauważyliśmy, że na kadłubie jest napis Poznan i obok herb naszego miasta. Co za mila niespodzianka.

Samolot wydał nam sie bardzo dlugi. Szliśmy i szliśmy zanim trafiliśmy na nasze miejsca. Ja usiadłem przy oknie, bo Ewa pierwszy raz leci samolotem i trochę sie bała. Choć muszę przyznać, że im bliżej było dnia naszego wyjazdu, tym mniejsze widziałem u niej obawy.

Boeing 767, którym lecimy, ma w jednym rzędzie aż 7 siedzeń. W trakcie rejsu poczestowani nas kilkakrotnie napojami oraz ciepłym i zimnym posiłkiem. Na pokładzie można zakupić bezclowo m.in. perfumy i wody toaletowe. Ceny wydają się bardzo atrakcyjne. Może w drodze powrotnej sie skusiły :) Szkoda tylko, że nie mają próbek.

Lecimy na wysokości ponad 10 km z prędkością około 850 km/h. W ogóle sie tego nie odczuwa. Nawet Ewa zupełnie sie wyluzowala (szczególnie po tym jak poczęstowano nas drinkiem :) Na ekranie wyświetlana jest temperatura na zewnątrz: -50 stopni Celsjusza!

Co jakiś czas wyświetlana jest mapa naszego położenia. W pozostałym czasie wyświetlane są filmy. Niestety siedzimy za daleko od ekranu i co jakiś czas ktos nam zaslania. Tak więc raczej nie oglądamy.

To dopiero polowa drogi. Zostalo nam jeszcze ponad 5 godzin lotu. Pod nami cały czas chmury i woda.

Sprawna odprawa na Okeciu

Dotarliśmy do Warszawy zgodnie z planem. Obawiałem sie trochę, że możemy mieć trochę mało czasu na przejazd z dworca na lotnisko. W LOTcie powiedzieli mi, ze powinienem być 2,5 godziny przed odlotem.

Martwilem sie tym, że nie ma wcześniejszego pociągu z Poznania. Wczoraj byłem na dworcu PKP i pytałem, którym pociągiem najlepiej pojechać. Był bowiem TLK i InterCity. Ten pierwszy przyjeżdżał do Warszawy 15 minut wcześniej. Doradzono mi jednak, że lepiej pojechać InterCity, bo ma większy priorytet, jeśli chodzi o przyjazd na czas.

Zdecydowałem, że wysiadziemy na dworcu Warszawa Zachodnia. Oszczdzamy 5 minut czasu. Poza tym jest mniejszy tłok niż na Warszawa Centralna, łatwiej wysiasc z walizkami, bo mało ludzi tu wysiada.

Okazało sie jednak, że jest problem z Radio Taxi. Kiedy zadzwoniłem zaraz po wyjściu z pociągu, pani powiedziała mi, ze taksówka będzie dopiero za 25 minut. Zdecydowałem sie więc iść na postój taxi. Zanim jeszcze doszliśmy, zatrzymaliśmy przejeżdżający właśnie pojazd. Mieliśmy szczęście. Był wolny.

Udało sie nam, że spokojem dojechać na Okecie. Korki nie były zbyt duże. Zajęło nam to jakieś 25 minut i zapłaciliśmy 25 zł (z napiwkiem). Dodam jeszcze, że bilety kolejowe kosztowały nas 204 zł łącznie.

Odprawa przeszła gładko. Nowy, duży terminal na Okeciu sprawia, ze nie odczuwa sie tej liczby osób jaka tu jest odprawiana. Do USA można zabrać po dwie walizki i bagaż podręczny. Nam wystarczyły jednak 2 walizki razem plus podręczny.

Wnikliwie badano tylko prezent jaki wiozę dla Wandy. Nie będę pisał co to, bo moze akurat Wanda to przeczyta. W końcu ma to być niespodzianka.

Po odprawie mieliśmy sporo czasu. Ale przynajmniej że spokojem czekaliśmy na wejście na pokład samolotu. Taksówkarz nam opowiadał jak wczoraj wiózł jedna panią, która nie zdążyła na samolot.

Ruszamy w drogę

Od kilku dni siedzieliśmy na walizkach. Ciągle coś organizowaliśmy, kupowalismy, załatwialismy przed wyjazdem. Teraz już za chwilę przyjedzie taksówka i nas zabierze na dworzec PKP. Nareszcie ruszamy w drogę.

Do Warszawy jedziemy pociągiem. Do Nowego Jorku wylatujemy z Okęcia o godz. 12:40.

Pierwsza Nagroda za Najbardziej Ulepszony Biznes

Nazywam się Mirek Szmajda. Jestem właścicielem serwisu SprzedawcaInternetowy.pl. W maju 2008 roku zostałem laureatem pierwszego konkursu Klubu Przedsiębiorcy. W nagrodę zostałem zaproszony przez założycielkę klubu Wandę Loskot (i na jej koszt) do Sarasoty na Florydzie. Spędzę tam z moją żoną Ewą siedem dni jak sąsiad Wandy w przepięknym Pelican Cove.

Dodatkowo, dzięki wiedzy zdobytej w Klubie Przedsiębiorcy, rozwinąłem swój biznes do takiego poziomu, że mogłem sobie pozwolić na zafundowanie dodatkowych kilku dni pobytu w Nowym Jorku. Dzięki temu mój pobyt w USA będzie trwał 2 tygodnie.

Czytaj dalej